Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Wartość dodana „ja”. Mamo, popilnujcie naszych zwierząt.

Krzysztof Wiśniewski. Wartość dodana JAPrzejdź do opisu zawartości: Wartość dodana Ja

Nie znalazłem dotąd wyników badań marketingowych odnośnie tego, jak wyglądałaby sprzedaż zwierzaków domowych, gdyby potencjalni nabywcy zostaliby uświadomieni ile kłopotu sprawia znalezienia opieki dla podopiecznych, ale myślę, że rynek mógłby się załamać. Dla nas to ogromny problem, ale nie po to wzięliśmy kiedyś na siebie obowiązek, by teraz wycofać się rakiem.

Jesteśmy posiadaczami psa – radośnie nakręcony labrador i dwóch i pół kota. To pół, nie jest konsekwencja jakiegoś aktu barbarzyńskiego aktu przepołowienia kota lub oceny stanu umysłu tego zwierzaka, lecz po prostu to kot wspólny nas i naszego dorosłego syna. Milka, tak się wabi zwierzak, spędza czas w jego domu i w naszym i każde z nas przyznaje się do bycia jego opiekunem. Uznanie więc, że posiadamy pół tego kota z pewnością znajduje uzasadnienie choćby na poziomie koszów zakupu karmy i żwirku.

Niestety, raz na jakiś czas, zarówno życie zawodowe jak i potrzeba wypoczynku stawia nas przed koniecznością znalezienia opieki dla całej trójki i pół. Problem znika, gdy syn może się na parę dni wprowadzić do nas i zajmuje się całą ekipą, ale gdy on nie może pomóc, to zaczyna się szukanie chętnego do opieki. Zwykle dzwonię wtedy do mamy:

– Cześć mama, co u was?

– A w porządku. A dokąd teraz jedziecie? – od razu mama przechodzi do detali.

– Skąd wiesz, że gdzieś się wybieramy? – udaję, że nie rozumiem.

– Bo dzwonisz, a dawno Was nie było. – Silny argument; ma rację.

– No chcielibyśmy wyjechać na urlop na parę dni. Mamy już bilety.

– A co ze zwierzętami?

– No właśnie, wiesz jak trudno znaleźć kogoś. Może byście pomieszkali parę dni u nas?

– Nie wiem, planowaliśmy z Ojcem wyjechać parę razy na ryby. Podobno biorą.

– A gdybym wykupił Wam na tydzień pozwolenie na jezioro w Osieku? To przecież prawie pod naszym domem.

– No nie wiem, czy Ojcu spodoba się ten pomysł. Tam ostatnio nie brały.

– Mamo, będą brać! Wiem, że w Polsce tylko ryby nie biorą, ale te w Osieku zawsze! Nawet przynęty nie trzeba zakładać. To co? Przyjedziecie?

– Dobrze. Pomyślę. A kiedy mamy być?

– Tu właśnie jest mały problem, bo dzwonię już z autostrady. Dziś przyjedźcie.

– Czyli nie mamy wyboru?

– Nie. Zawsze przecież macie wybór. Po prostu jakoś mi telefon do Was wypadł z głowy. Tyle spraw było do załatwienia.

– Dobrze, będziemy więc. A co z tym pozwoleniem dostępu do łowiska?

– Znasz mnie przecież. O wszystkim pomyślałem. Leży w kuchni na stole z bieżącymi instrukcjami.

– Ty już lepiej nic nie mów. Będziemy. Udanego urlopu.

Może nasze rozmowy nie wyglądają dokładnie tak samo, bo zdarza mi się zadzwonić nawet trzy dni wcześniej (gdybym zrobił to tydzień przed wyjazdem nie działałby efekt zaskoczenia i braku wyboru). Z grubsza sens ich jednak oddałem. Częstym problem, który pojawia się w życiu jest skutek nieplanowanych zdarzeń i obowiązków związanych z wcześniej podjętą decyzją. Decyzja o zakupie psa czy przygarnięciu kotów sprawiała wrażenie przemyślanej, ale gdy już wzięliśmy na siebie obowiązki okazało się, że całe to planowanie czy spełnimy się jako opiekunowie dla zwierząt wzięło „w łeb”. Nie braliśmy pod uwagę, iż życie popchnie nas w stronę nieustannych wyjazdów i w konsekwencji kilkudziesięciu nocy w ciągu roku spędzonych w najróżniejszych hotelach rozrzuconych po całym kraju. Nagle koszt społeczny, którego nikt z nas nie brał pod uwagę w trakcie rozmyślań nad zakupem psa, stał się niewyobrażalnie wysoki. Jesteśmy z naszymi zwierzakami silnie związani emocjonalnie, chcemy zapewnić im jak najlepsze warunki do życia, a tu okazuje się, iż musimy nieustannie szukać matek zastępczych. Dziś udaje  nam się wszystko zorganizować  tak, by opieka była zapewniona, ale co będzie jutro? Nawet nie próbuję wymyślać, bo wiem, że życie i tak postawi mnie przed trudniejszym do rozwiązania problemem niż sam wyobrażę go sobie.

W takich właśnie sytuacjach szczególnie dobrze widać, jak wielką wartość dodaną stanowią różnego rodzaju kontakty rodzinne i towarzyskie. Fakt, iż nie jedno imię mam wpisane w liście telefonów, to kto wie czy nie największa z wartości dodanych, które osiągnąłem w życiu, a której to w zasadzie nie planowałem. Miło jest mieć przyjaciół, spotykać się ze znajomymi, ale wszędzie tam gdzie motywem jest empatia trudno mi się doszukiwać jakiegoś specjalnego wcześniejszego planowania. Poznaję kogoś, mija trochę czasu, a potem trudno wyobrazić sobie życie bez spotkań z tym człowiekiem. Po prostu los daje tę wartość i tylko od ludzi zależy czy wykorzystają szansę jej przyjęcia. Nic nie stoi na przeszkodzie, by takie szanse odrzucać. Przeglądając literaturę pewnie nie jednego znalazłbym pustelnika, który przez 40 lat żył w jaskini i kamieniem gonił każdą osobę, która zbliżyła się na odległość krótszą niż zasięg rzutu. To wybór takiego pustelnika i on sam wie dlaczego i po co tak się zachowuje.

W opozycji do jego postawy, zdobywszy nieco doświadczenia życiowego i przetrawiwszy nieco błędów młodości, mam nadzieję nie zaniedbać żadnej szansy zdobycia nowych znajomości czy przyjaźni, bo tej wartości kupić nigdzie nie zdołam. To pewnie najtrudniejsza i przy tym najprostsza niematerialna wartość dodana, którą mogę sobie wyobrazić.

Przy okazji, dzięki Mamo, dzięki Beato i Paulino i dzięki wszystkim pozostałym za opiekę nad naszymi „potworami” podczas wyjazdów na jeden i więcej dni.

Słowa kluczowe:, , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: