Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Wartość dodana „ja”. Mogę pomóc z wniesieniem wózka?

Krzysztof Wiśniewski. Wartość dodana JAPrzejdź do opisu zawartości: Wartość dodana Ja

Wprawdzie nie mam teraz zbyt wielu okazji w niesieniu pomocy ludziom podczas ich podróży środkami komunikacji publicznej, bo bardzo rzadko sam z nie korzystam, ale dawniej było zupełnie inaczej. Zaspany w drodze do pracy zdarzało mi się pytać przydrożnego pijaczka dochodzącego do siebie w cieniu przystanku autobusowego zapytać, czy nie pomóc wnieść mu torbę do autobusu. Odpowiedź zwykle była enigmatyczna, więc nie pomagałem. Bywają jednakże nawet teraz chwile gdy staję przed szansą szarmanckiego zabłyśnięcia gdy odprowadzam żonę na dworzec kolejowy lub przyjeżdżam tam po nią, gdy wraca ze szkoleń.

Nie bez powodu wybrałem ten przykład jako jeden z pierwszych, w których chcę mówić o niematerialnych korzyściach lub stratach, które mnie spotykają, gdyż praktycznie zawsze przed wyjściem z propozycją niesienia pomocy w podniesieniu czy przytrzymaniu czegoś włącza mi się mechanizm szybkiego szacowania zysków i kosztów. Wprawdzie praktycznie zawsze wychodzę z propozycją niesienie pomocy, ale motywacja nie jest tak oczywista jak wyglądałoby to na pierwszy rzut oka.

  1. Zaproponowanie pomocy wymaga poniesienia kosztu zwrócenia się z uwagą do zupełnie obcej osoby. Wprawdzie nie mam żadnych problemów z zagajaniem do innych ludzi, ale nie zawsze mam chęć zrobić to. Są dni gdy czuję się gorzej, gdy mam potrzebę nie wychodzenia ze swej chwilowej skorupy, a tu muszę podejść do obcej osoby i zapytać czy nie pomóc. Pewnie byłoby mi łatwiej gdyby to wózkiem z trojaczkami próbowała się dostać do autobusu moja ulubiona aktorka czyli Julia Roberts, ale nie tylko mi nic nie wiadomo na temat tego, że ma trojaczki w wózku i przy okazji jeździ z nimi po Toruniu komunikacją publiczną. Myślę też czy podjął bym próbę gdybym ją spotkał, bo przepchanie się przez tłum tych wszystkich, którzy dziesiątki godzin czekaliby na przystankach autobusowych, bo może Ona się pojawi mogłoby być większym problem niż podniesienie wózka.
  2. Zanim zapytam czy pomóc, czy chcę czy też nie chcę, włącza mi się w głowie mechanizm szacowania: czy ona chce, by jej pomóc. A jeśli nie chce, bo przecież wygląda tak, jakby właśnie wyszła z siłowni i na dodatek ta torba z zakupami, którą trzyma w drugiej ręce z pewnością stabilizuje jej równowagę; w jednej podniesie wózek, w drugiej torbę, zawiesi wzrok na uchwycie przy drzwiach, podciągnie się na nim i wskoczy do środka jak żabka. Tak, z pewnością tak zrobi. Poradzi sobie i na pewno nie chcę bym jej zwracał uwagę. A może jej facet to ninja oćwiczony przez japońskich trenerów najbardziej bojowych ninja na świecie? I co się stanie, jeśli obserwuje nas z boku, bo strasznie zazdrosny jest o swą wybrankę i tylko czeka na okazję, by jego ninja-wirująca-pięść wyhamowała na mym w dzieciństwie poturbowanym nosie? Tak, lepiej będzie jeśli tej pani z dzieckiem nie zauważę.
  3. Spryt i inteligencja! Przecież w autobusie jest aż troje drzwi. Wózek da się wnieść wyłącznie przez środkowe, więc jeśli udam, że nikogo nie widzę, albo że tłumek kłębi się mniejszy przy tylnych drzwiach, to problem rozwiąże się sam. No i tu niestety natrafiam na mur bezwzględnych niepomagaczy! Nie tylko, że przy środkowych drzwiach zwykle zostaje kobieta z wózkiem i ewentualnie jakaś babcia, która deklaruje pomoc, to na dodatek, przy tylnych tyle pcha się ludzi, że autobusowi grozi piętnaście minut opóźnienia z powodu oczekiwania na wejście wszystkich pasażerów. Słaby pomysł.
  4. No dobra, chyba nie mam wyjścia i nie dam rady przepchać się tyłem. Podejdę do środkowych i zapytam czy nie pomóc z wózkiem. Dziecko nie wygląda na specjalnie zapasione, zamiast zabawek wisi przy rączce balonik, wózek z aluminium i rurki sprawiają wrażenie lekkich, torba z zakupami w drugiej ręce kobiety, więc pewnie dam radę. Ruszam, może coś z tego wyniknie. – „Czy mogę pani pomóc z wózkiem.” – „Oj tak, bardzo dziękuję! Może pan złapać za ten uchwyt z przodu”. Dwa kroki i wózek w środku, dziecko uśmiechnięte, staruszka zawiedziona, że nie mogła pomóc, a matka ze spokojem kasuje bilet, bo dla niej to że ktoś pomoże było bardziej niż oczywiste.
  5. A ja? Puchnę z dumy w swoich oczach. Na wszelki wypadek spoglądam z góry na tych wszystkich skłębionych z tyłu. Teraz im tak spojrzę w oczy, że przez tydzień będą czuli, że są jak Tomcio Paluch. Albo jeszcze mniejsi. To akurat mi się nie udało, bo nie wiedzieć czemu wszyscy patrzyli przez tylną szybę, tak jakby przechodziła tam przez szosę z wózkiem na sześcioraczki Angelina Jolie. Akurat w jej przypadku to możliwe, po jednym dziecku z każdego kontynentu. Dobra, spojrzę na nich gdy już ich głowy zwrócą się w stronę kierowcy.

Przykład ten, choć może nieco przejaskrawiony użyłem , by pokazać Wam jak powszechne jest szacowanie w głowie zysów i strat nawet jeśli jesteśmy ultra egalitarni, rozkochani w ludziach, pełni empatii i wiary w drugiego człowieka. Po prostu myśleć o sobie możemy wszystko, co tylko chcemy, gdy jednak trzeba przejść od wyobrażeń o sobie czy rzucanych na boki deklaracji do czynów, to nagle budzi się w nas tajemniczy gremlin i wszystko, co było proste i oczywiste w sekundę komplikuje się. Dobrze, że młode matki na przystankach autobusowych nie są tego świadome.

Słowa kluczowe:, , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: