Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Wizualizacja to prosta droga do porażki osobistej

chmury – A tobie o co teraz chodzi?  – z pewnością pomyślał każdy czytelnik, który w miarę sumiennie tu zagląda.  – Czy to nie ty tyle razy powtarzałaś: „Zwizualizuj, co chcesz osiągnąć”. Weź się chłopie wreszcie zdecyduj, o co tobie rzeczywiście chodzi!  

– Eee tam, drogi Czytelniku. Nie jest tak tragicznie. Sprzeczność tylko pozorna i to skutek wyłącznie wyrwania tego tytułu z nieco szerszego kontekstu. Wprowadzeniem do niego niech będzie wspomniana wczoraj w tekście poświęconym motywacji do efektywnego zarządzania czasem lektura książki K. Hogana168 – godzinny tydzień. Żyj w pełni 24/7, Wydawnictwo Helion, 2010. Tym razem cytat pochodzić będzie ze strony 128.  

Tym razem dr Hogan napisał:  

Siła przekonań 

Przekonania to oczywiście nie wszystko. Są one jednak na tyle potężne, że z ich powodu ludzie uderzają samolotami w budynki pełne innych ludzi. Przekonania są ważne … decydują o tym, w jaki sposób dojdzie do sukcesu lub porażki oraz czy w ogóle do nich dojdzie. 

Chciałbym w tym miejscu podkreślić, że podejmuję wiele działań, w których sukces „nie wierzę”, a które mimo wszystko jakoś udaje mi się z powodzeniem zakończyć. Jak to możliwe? Kiedy mój mentor mówi: „Zrób to”, po prostu to robię. SPRAWIAM, ŻE TO SIĘ DZIEJE, niezależnie od tego, czy wierzę w swoje możliwości tym zakresie, czy nie. ON wierzy, że dam radę – tylko TO się liczy w przypadku TAKICH projektów. 

Potrzebowałem prawie miliona lat, żeby uświadomić sobie, że mogę zmieniać swoje przekonania lub umacniać je siłą woli (na ogół problemem było radosne uznawanie własnej racji lub błędu).  

Oczywiście XXI-wieczne bzdury zakładają, że możesz coś sobie zwizualizować, pozytywnie o tym myśleć, być za to wdzięcznym i obserwować, jak to się materializuje – odsetek niepowodzeń w stosowaniu tej strategii sięga 100%. … 

W dalszej części Hogan odnosi się do przekonań i pisze:  

Owszem, przekonania to rzeczywiście są myśli. Nierzadko jednak te myśli determinują działania i reakcje Twojego świadomego umysłu – mogą powstrzymać Cię od robienia tego, co może Cię uszczęśliwić”. Przekonania są również ściśle związane z emocjami, i to tymi najbardziej pierwotnymi, których nie da się tak łatwo kontrolować. 

No i jak ja mam się z chłopem nie zgodzić? Odrobina logiki plus nieco doświadczenia życiowego i okazuje się, że to prawda ponadczasowa. Jest wspomniana we wstępie sprzeczność czy też jej tam nie ma? Oczywiście, że nie ma, bo wizualizacja, wizualizacji nie równa.  

Kocham marzyć niczym Dyzio. Wywalić się brzuchem do góry na gorącej od słońca trawie, patrzeć na chmurki i widzieć w ich kształtach lody waniliowe, to dla mnie sama przyjemność. Uwielbiam latem w ten sposób sprawia sobie przyjemność. Nagrzewam się wtedy niczym cegła szamotowa i starcza mi potem tego ciepła na całą zimę. Jeśli nie starcza, to dogrzewam się siedząc z książką i czymś mocniejszym (czytaj pięciogwiazdkowym) pod ręką przy kominku. Też działa, ale letnie słońce jest skuteczniejsze. 

A skoro marzę, to i wizualizuję. Widzę w myślach pięknie przyciętą trawę na działce, co najmniej tak wyglądającą jak ta u mojego sąsiada od strony lasu. Widzę pomalowane barierki wokół tarasu, tak by farba nie sterczała połuszczona. Widzę siebie piszącego trzy razy wydajniej. I widzę …. I tak mogę sobie wizualizować w ten gorący dzień nie przymierzając aż do u… śmierci. A  nawet jeden dzień dłużej. I nic z tego nie stanie się faktem. Z chwilą, gdy me myśli pobiegną w inną stronę po właśnie wyobrażonym świecie nawet wspomnienie nie zostanie. Mogę zatem wyobrażać sobie emocje czy działania tak niewiarygodne, że aż od tej słodyczy drapać mnie będzie w gardle, a i tak jeśli tyłka nie ruszę, to nic się nie zdarzy. Bo przekonania mogą zmuszać czy inspirować do działania, ale tego działania w żaden sposób nie zastąpią.  

Czy zatem wyobrażanie sobie naprawdę cudownego życia nie ma nawet krztyny sensu? Owszem, ma sens i to bardzo głęboki sens. Bo za marzeniami, potem wizualizacją, potem celami, potem listą zadań zawsze może tkwić potrzeba działania. Zwykła życiowa aktywność, która mówi: „rusz ten tyłek, bo trzeba pomalować przed zimą balustradę. Nadal widać na niej ślady po ptasiej stołówce z ostatniej zimy” prowadzi do rzeczywistych zmian.  

Brak mi dostatecznego oczytania, by stwierdzić jak Hogan, że wizualizacja, to największa durnota XXI wieku. Może i tak jest. Zgadzam się za to z jego tezą, że od myślenia, to co najwyżej może głowa rozboleć, albo człowiek zmęczony zaśnie, ale nic trwałego nie powstanie. Dlatego nie zamierzam przyglądać się bez ruchu tym, którzy niczym mróweczki tworzą swoją każdą chwilą. Lenistwa i chęci do pozostawania w osobistej sferze komfortu wyplenić w jeden dzień z pewnością się nie da, ale dzień po dniu mogę zmieniać (Ty też możesz!) swoje nastawienie do realizacji zadań i samą ich realizację.  

Zacząłem od listy zadań na każdy dzień i następne dni. Powoli zbieram siły, by przelać na cele moją wizję przyszłości. Żeby to jednak zrobić muszę wiedzieć więcej o sobie samym. Zatem, robię dzień po dniu ćwiczenia z książki, by powstał raport. A potem w spokoju raz i drugi go przeczytam. I nawet jeśli nie będę się z nim zgadzał, to przyjmę go do wiadomości. Też możesz pójść drogą wizualizacji z sukcesem. To WYŁĄCZNIE TWÓJ wybór! 

A na koniec anegdotka. Wiele lat temu studiowałem i pracowałem w Instytucie Fizyki UMK. Kiedyś stanęliśmy przed potrzebą rozbudowy aparatury badawczej. Niezbędne urządzenie kosztowało około $6000, których oczywiście nie mieliśmy. Dr Turło (ten od zagłuszania dziennika telewizyjnego w stanie wojennym) zerknął w schemat blokowy i powiada: „To łatwe do zrobienia”. Miał rację. Pół roku później, po zainwestowaniu mniej niż $100, zbudowałem funkcjonalnie tożsame urządzenie. Wiara, wsparta działaniem, rzeczywiście czyni cuda. Wystarczyło, że nikt mi nie powiedział, że tego się nie da zrobić. 

 

Słowa kluczowe:, , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (2)

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: