Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Wsparcie ze strony bliskich a firma rodzinna

Firma rodzinnaKiedy czytałam tekst Krzysztofa o wsparciu ze strony bliskich i przeanalizowałam wystąpienie Pana Bliklego, pomyślałam sobie, że na firmę rodzinną można spojrzeć szerzej i węziej zarazem. 

Szukałam definicji firmy rodzinnej. W internecie znalazłam informację, że o firmie rodzinnej można mówić, kiedy w rękach rodziny jest co najmniej 50% udziałów. Jest to taki podmiot, w którego działalność w jakimś stopniu zaangażowana jest rodzina. (Grant Thornton, „Biznes Rodzinny”, one press)

Stąd – firma rodzinna – to tak naprawdę każda rodzina. Rodzina ma przecież swoją misję. U jednych jest ona uświadomiona, u innych nie. Jednak często rozmawiając ze znajomymi słyszę, że chcą żeby ich dzieci były szczęśliwymi ludźmi, że chcą wieść dobre życie ze swoimi najbliższymi, że chcą czynić świat wokół siebie pięknym i dobrym.

Mają mnóstwo marzeń do zrealizowania. Wiele z nich jest wspólnych: podróże, zdrowie, przyjaźnie, miłość.
Mają także postawione różne cele. Od bardzo prostych po najbardziej skomplikowane. Jedni chcą, żeby ich córka została lekarzem, inni postawili sobie za cel zbudowanie domu, jeszcze inni zabezpieczenie finansowe najbliższych a jeszcze inni wycieczkę rowerową do Ciechocinka w najbliższy weekend. Każda rodzina ma swoje cele. Jej cele są najważniejsze dla niej samej. Dlatego koncentruje na nich swoje wysiłki. Widzę, jak nasi sąsiedzi tuż po przeprowadzce do nowego domu wspólnie pracują w ogródku. Sieją trawę, sadzą rośliny, podlewają, koszą. Każdy ma swoją rolę. Każdy wkłada wysiłek. Każdy docenia pracę drugiego. Widzę, ile zaangażowania ze strony całej rodziny kosztuje „wychowanie” lekarza w domu. Wspólna nauka, często od najmłodszych lat. Rodzice śmiejący się, że mogą występować w quizach telewizyjnych ze wszystkich dziedzin, dzięki temu, że ich pociechy edukują się na poszczególnych poziomach. Korepetycje. Pomoc. Pieniądze na studia, stancje, życie. Aż cel zostanie osiągnięty.

Przychodzi na myśl piosenka Kabaretu Starszych Panów „Rodzina ach rodzina”:
Rodzina, rodzina, rodzina, ach rodzina.


Rodzina nie cieszy,

nie cieszy, gdy jest,


Lecz kiedy jej nima 


Samotnyś jak pies.



Miał willę z ogródkiem


l garaż, i auto,


Że każdy, co nie ma,


Zaraz by mieć chciał to.


l wizję, i fonię, i pralkę, i frak …


Więc czego, ach czego, ach czego mu brak? 

Rodziny, rodziny…

Wracając do biznesu. Rodziny mają też swoje budżety i zasoby do realizacji tych celów, marzeń i misji. Często, gdy patrzę jak otaczające mnie rodziny po mistrzowsku tworzą biznesplany, realizują je i wyciągają wnioski, to myślę sobie, że wielu prezesów i finansistów może się od nich uczyć. Jak zrobić coś z niczego? Jak utrzymać się na powierzchni? Jak sensownie zainwestować? Jak z radością stracić? Jak się podnieść z upadku? Jak posprzątać gruzy i pójść dalej?

Każda rodzina w dobrych lub złych momentach historii swej rodzinnej firmy odpowiadała sobie na te pytania. Jednym odpowiedzi pomogły, innym pokazały brak dalszych perspektyw. I tu także, jak w biznesie w części sytuacji trzeba było wyciągnąć wnioski z błędów, nauczyć się właściwego postępowania i konsekwentnie kontynuować drogę do celu. Razem! Przypomina mi się Colins piszący w „Od dobrego do wielkiego”, że jednym elementów sukcesu firmy jest zebranie właściwych ludzi do autobusu. Jeśli znajdziesz właściwe osoby, to bez względu na okoliczności będą wspólnie z tobą zmierzały do celu z pasją i zaangażowaniem. Podobnie jest w rodzinie. Jeśli spotkasz tę właściwą osobę, a potem dacie z siebie wszystko z szacunkiem, konsekwencją, kindersztubą i radością wychowując dzieci i nauczycie się od nich ich spojrzenia na życie, to macie najwłaściwszych ludzi w autobusie. Pokonacie przeciwności i zrealizujecie marzenia.

Pewnie macie wspomnienia trudnych chwil i tego jak czuliście się bezradni i wtedy właśnie ktoś bliski zrobił coś zwykłego – niezwykłego, co postawiło was na nogi. Pamiętam jak wiele lat temu, kiedy borykałam się z problemami w pracy mój czteroletni syn przyszedł do mnie, położył się na łóżku i powiedział: mamusiu jak ja lubię leżeć na twojej poduszce, ona pachnie twoimi włosami, a one pachną najpiękniej na świecie. Od razu wróciłam do siebie. Priorytety stanęły na swoim miejscu. Mój syn jest najważniejszy! Teraz, kiedy dorósł jestem mu wdzięczna za dojrzałe rozmowy, wysłuchiwanie mnie, pomoc. Z drugiej strony wiem, że on jest przekonany że może na nas liczyć. Wspieramy się wzajemnie. Tworzymy firmę rodzinną w życiu i w biznesie.

Ci, którzy nie znaleźli właściwych osób do swojego autobusu, często odchodzą i szukają dalej. Tak działają też firmy. Choć często trudno jest porzucić interes, który świetnie się zapowiadał, który początkowo dobrze prosperował, który zrodził tyle nadziei i jest naszym ukochanym „dzieckiem”, robimy to. Robimy to, żeby kolejna firma, w oparciu o dotychczasowe doświadczenia osiągnęła sukces. Czasem rozmawiam z osobami, które pozostawiły swoje rodziny. Nie było to łatwe. Pamiętam panią Klarę z czwórką dzieci, całkowicie zależną od męża. Męża, który bił ją i córki. Męża, który trzymał ich w niewielkim pokoiku bez dostępu do łazienki. Męża, który wydzielał pieniądze na zakupy i zawoził do sklepu. Męża, który rozliczał z każdej minuty poza domem. Męża, który sprzedał jej odziedziczoną po rodzicach ziemię, pozostawiając ją bez środków do życia. Przyszła do mnie zdesperowana. Nie wiedziała, co robić. Nie chciała już tak żyć. Czuła się jednocześnie odpowiedzialna za najbliższych zgromadzonych w autobusie. Decyzję o rozstaniu podjęła, kiedy jedna z córek zagroziła samobójstwem. Decyzja okupiona była wielkim kosztem. Dziś pani Klara żyje samodzielnie. Ma wsparcie od dzieci. Umiała powiedzieć może życie było klęską. Umiała powiedzieć stop. Umiała poprosić o pomoc. Ludzie ją wsparli. Razem z dziećmi i bliskimi osobami stworzyła nową, bezpieczną firmę rodzinną.
Dlatego uważam, że umiejętność powiedzenia nie powiodło mi się, potrzebuję pomocy, czy to w życiu biznesowym czy też rodzinnym jest bardzo ważna.

Zwłaszcza, że przyglądając się wzorcom można zawsze wspólnie zakrzyknąć: Jaka piękna katastrofa! I tańczyć, jak Zorba Grek. Pamiętając o tym, co powiedział inny grecki bohater filmu „Moje wielkie greckie wesele”: „Ludzie dzielą się na tych, którzy są Grekami i tych, którzy chcieliby nimi być”.

Na zakończenie garść opinii i badań psychologów: „Profesor Bogdan Wojciszke mawia, że zakochani są, jak szybująca w powietrzu krowa. Taka, która ni stąd ni zowąd zaczęła latać”. Dziwi to ją i otaczających ją ludzi. Zdaniem pana profesora to efekt upojenia hormonalnego, które mija. Krowa znów utyka na polu i miele trawę. A to już nuda… Podobnie jest w rodzinach i biznesach. Rutyna, powtarzalność, strefa komfortu wieje nudą. „Ester Perel zwraca uwagę, że naszym najpowszechniejszym błędem jest przekonanie, że udane współżycie wymaga aury zadowolenia, bezpieczeństwa i bliskości. Miłość potrzebuje przeszkód. Niepokoju, niepewności, trudności. Jak w eksperymencie Artura Arona z uniwersytetu w Toronto, który badał małżeńskie pary. W Sali gimnastycznej kazał jednej grupie swobodnie toczyć piłkę lekarską. Innym umyślnie związał nogi w kostkach i iść na czworaka tak, aby nie upuścili trzymanej pomiędzy nimi poduszki”. Jak myślicie, które pary były bardziej zadowolone z zabawy sukcesu i zżyte ze sobą? Z eksperymentu wysnuto wniosek:

Wspólne zmaganie się z przeszkodami łączy silniej niż wygoda i komfort”. (Pani, sierpień 2014r.)

Słowa kluczowe:, , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: