Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Z pamiętnika młodej trenerki. PKP

Dorota Wiśniewska - trener HR, coachMoje obserwacje dotyczące jazdy pociągami to niekończąca się historia. Kilka dni temu jechałam na kolejne szkolenie. Kupiłam bilet TLK na wagon pierwszej klasy. Od jakiegoś czasu przewoźnik wymaga od pasażerów nie tylko biletu lecz również miejscówki. Nabyłam ją więc. Widniała na niej informacja, iż mam miejsce w 14 wagonie.

Kiedy nadjechał pociąg (a stoi na stacji tylko 2 minuty) rzuciłam się na poszukiwanie mego miejsca. Udałam się tam, gdzie wskazywał głos zapowiadający wjazd pociągu w megafonie. Niestety w tym miejscu zatrzymał się wagon o numerze 13. Następny za nim… nie był bynajmniej oczekiwanym przeze mnie 14stym. Zapytałam więc konduktora gdzie szukać mego wagonu. Poinformował mnie, że ten trzynasty jest tak naprawdę czternastym, zaś jego kolega, który zjawił się w tym momencie powiadomił mnie, iż interesujący mnie wagon jest na końcu składu pociągu. Ponieważ nie było już czasu, bym pokonała dystans do niego po peronie wsiadłam i przemieściłam się wewnątrz. Zajęło to dużo czasu, bo przebijanie się przez pełne pasażerów wagony z walizką, komputerem i materiałami na szkolenie było nie lada wyzwaniem.

Kiedy dotarłam do ostatniego wagonu, okazało się, że ma on numer… 13. Do tego oczywiście, nie miałam kogo zapytać, jak interpretować ten umieszczony przy wejściu numer. W końcu pewien pan rozmawiający przez telefon powiadomił mnie, iż sam zdecydował, że ten wagon jest czternasty, więc mogę się przyłączyć. Uczyniłam to niezwłocznie. Z ulgą ruszyłam ku swemu przedziałowi. Pociągnęłam walizkę, torbę z komputerem i materiały szkoleniowe. Znalazłam przedział. I cóż ujrzały me oczy? W przedziale znajdowały się dwie osoby. Jedną był czytający gazetę mężczyzna, druga to leżąca na trzech miejscach kobieta. Uchyliłam drzwi i przeprosiłam, mówiąc że mam tu miejscówkę. Kobieta z trudem podniosła głowę i powiedziała, że zasłabła i została położona na tym miejscu. Usiadłam na zwolnionym miejscu. Naszą współpasażerką opiekowało się kilka osób, przewijających się przez przedział. Wspierał ją rehabilitant z sąsiedniego przedziału, lekarka z wagonu obok, konduktor i jeszcze inni ludzie dobrej woli. Wbita między butami sąsiadki, a szklaną ścianą przedziału usiłowałam czytać książkę i obserwowałam wydarzenia. Pan, który towarzyszył nam w podróży od czasu do czasu podnosił wzrok znad gazety i głosem spokojnym mówił do falującego tłumku, że to obłęd i że należy wezwać karetkę, by czekała na dworcu…

W pewnym momencie uznano, że przed stacją docelową trzeba spionizować chorą pasażerkę. Posadzono ją, postawiono i wyprowadzono na korytarz.

Po czym, w szybkim tempie wniesiono ją do przedziału i położono, ponieważ ponownie straciła przytomność. Zaordynowano wówczas, iż skoro tu jestem – mam trzymać chorej nogi do góry. W związku z tym, resztę drogi spędziłam podtrzymując nogi współpasażerki. Trwało to długo dość, ponieważ pociąg doznał (!) 40 minut opóźnienia. Dobry uczynek przypłaciłam zdrętwiałymi rękami i zawrotami głowy. Miałam poczucie, że zaraz przyłączę się do chorej.

Na szczęście wysiadłam i wydostałam się z labiryntów remontowanego dworca na powierzchnię. Potem z radością stanęłam na sali szkoleniowej. Wreszcie poczułam, że wróciłam do normalnego świata : )

Przeczytaj również o kolejnych przygodach trenerki HR w pociągach.

Tekst pierwotnie został opublikowany w poprzednim blogu autorki.

Słowa kluczowe:, , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: