Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Dorota Wiśniewska

Dorota Wiśniewska

Certyfikowany przez ICC coach, trener biznesu, trener rozwoju osobistego.

Więcej ... Artykuły

Krzysztof Wiśniewski

Krzysztof Wiśniewski

Programista, trener IT oraz biznesu, popularyzator spełnionego życia.

Więcej ... Artykuły
Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

  • abcdw.pl

Winien i ma – podstawa modelu biznesowego

freedigitalphotos.net

freedigitalphotos.net

Wczoraj przy hotelowym basenie stałem się mimowolnym obserwatorem dyskusji prowadzonych przez pracowników jakiejś firmy (producent FMCG?) na tematy związane z prowadzonymi u nich zmianami organizacyjnymi. Sądząc z urywków rozmów, które do mnie docierały mogę podejrzewać, iż ich głęboki niepokój związany był z wprowadzanymi zmianami w systemie kryteriów efektywności procesów sprzedażowych w nowym roku. Nie mam zielonego pojęcia czym zajmuje się firma, jakie stanowiska zajmowane były przez osoby uczestniczące w rozmowie ale jedna rzecz nawet przez sekundę nie dawała mi spokoju: nie ważne czym zajmuje się firma, jakie produkty (towary? usługi?) wprowadza na rynek, ale świadomość podstawowego składnika modelu biznesowego czyli rachunek „winien” i „ma” zdawał się zupełnie nie istnieć w ich rozumowaniu. Mogę założyć, iż słyszałem zbyt mało, by móc dobrze zrozumieć wątek, ale chyba aż tak źle z moim słuchem nie było. Odniosłem wrażenie, oby mylne, że w mniemaniu tych pracowników ich organizacja to jakiś moloch, który nie wiadomo po co istnieje na rynku. W okolicach dnia wypłaty, obowiązkiem tej organizacji dokonać przelewu comiesięcznych poborów, ale za co i po co to już nie jest oczywiste. Ktoś, kto jak ja, choć przez miesiąc pracował na własny rachunek to zasypia się i budzi z książką przychodów i rozchodów czy księgą handlową przed oczyma, widzi bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy własną aktywnością,  a przychodem lub stratą i stanowi to dla niego podstawową kotwicę myśli przebiegających po głowie przez cały dzień. Tu otrzymałem model, dla mnie jak z kosmosu i to głębokiego. Nie ważne, co się dzieje z firmą, nie ważne co ja w niej robię, grunt, by wzięta z jakiejś kupki tzw. kasa znalazła się na rachunku. Wprawdzie w ciągu dnia pracy trzeba biegać, użerać się z ludźmi, coś robić, wykonywać jakieś telefony i wysyłać maile, ale konia z rzędem temu, kto wie, po co dany pracownik to robi. Wierzcie mi, wytrzesz oczu, którego doznawałem minuta po  minucie coraz większy, mógł być porównany tylko z wytrzeszczem oczu żabki skaczącej po wodnych liliach. Jedyne pytania, które chodziły mi po głowie to: „o co tym ludziom chodzi? Czym jest dla nich firma? Gdzie etyka zawodowa? Gdzie znak równości pomiędzy dobrem moim, a dobrem wspólnym? Kosmos, po prostu kosmos nas dzielił.

Czytaj dalej   1 komentarz

Fotoradar na ogonie. Trzecie rozwiązanie.

Stephen Covey Trzecie Rozwiazanie

Stephen Covey Trzecie Rozwiazanie

Nie wiem czy jest książka, którą wziąłem w ostatnich tygodniach do ręki, która miała tak silny wpływ na moje postrzeganie wielu spraw jak „Trzecie rozwiązanie” autorstwa, mistrza w zakresie empatycznego postrzegania świata czyli Stephen’a Covey’a (Dom Wydawniczy Rebis sp. z o.o., 2012, ISBN 978-83-7510-680-0). Na pierwszy rzut oka jest to rozwinięcie myśli dotyczących poszukiwań synergicznych rozwiązań wyrażonych w „Siedmiu nawykach skutecznego działania”, ale po głębszym przyjrzeniu się i powrocie do wybranych rozdziałów twierdzę jednak, iż pogłębienie sięga tak daleko, że bliżej mu do samodzielnego bytu niż kontynuacji. Do książki tej jeszcze nie raz pewnie będę wracał odnosząc się do różnych przykładów, ale dziś napiszę parę zdań z dedykacją dla Roberta Rebelianta Szmarowskiego, którego działalność społeczną poznałem dzięki artykułowi w gazeta.pl („Pieprz radary” to znaczy „Narobić obciachu złodziejom”, http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,13150802,_Pieprz_radary__to_znaczy__Narobic_obciachu_zlodziejom_.html#BoxSlotII3img   ). Streszczając  niniejszy tekst ograniczę się do stwierdzenia, iż zgodnie z tezą Roberta społeczeństwo może skutecznie przeciwstawiać się niezrozumiałym działaniom władzy na różnym szczeblu restrykcyjnie stosując się do nieżyciowych przepisów. W tym przypadku pretekstem jest wzbudzająca ostatnio wiele debat sprawa instalacji nowych automatycznych radarów. Zarządzanie przychodami związanymi z ich działaniem zasila gminne kasy i państwową rodząc przy tym przypuszczenie, że nie o bezpieczeństwo na drodze tu chodzi tylko o ratowanie budżetu przez Ministra Finansów. Nie będę ukrywał, iż ta argumentacja trafia do mnie bez zbytnich zastrzeżeń. Schlebiam sobie, iż dodał mnie dziś do grona znajomych na facebooku dzięki czemu mogłem dołączyć się do wydarzenia jakim będzie strajk włoski kierowców. Namawiam każdego z Was do przemyślenia przyłączenia się do akcji i na facebooku i na ulicy.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Gdzie diabeł nie potrafi ocenić pomysłu, tam kobietę pośle.

Marek Jankowski - pułapki small biznesu

Marek Jankowski – pułapki small biznesu

Moja wielka słabość do mikro i małego biznesu często pojawiać się będzie we wpisach przygotowywanych dla tego bloga. Wprawdzie jeszcze nie nic tu nie umieściłem na ten temat, ale doświadczenie, które zdobyłem jako twórca biznesplanów na potrzeby innowacyjnych projektów finansowanych ze środków Unii Europejskiej oraz recenzent takich projektów zostawiła głębokie ślady w mojej pamięci. Dziesiątki artykułów na te tematy umieszczałem w zamkniętym już serwisie internetowym zamkniętej w ubiegłym roku spółki, której byłem udziałowcem i jeśli dobrze poszukasz w archiwach sieci, to pewnie uda Ci się odzyskać kopie. Nie o historii jednak chcę dziś napisać parę zdań, a o pewnym spostrzeżeniu, które ostatnio zrobiłem w sprawie możliwości rozwoju małego biznesu dzięki zaangażowaniu weń kobiet. Wiem, gros mikro firm zakładają faceci licząc na wielki sukces, ale gdyby niekiedy nie tyle zapytali swoich partnerek o to, co one sądzą na ten temat, ale przede wszystkim posłuchali, co mają do powiedzenia to skala porażek mogłaby być zupełnie inna (czy wiesz, że ponad 90% tzw. startupów kończy w stanach działalność w pierwszych 5 latach działalności? Jak wyglądają statystyki w Polsce nie wiem, bo nie mam weryfikowalnych źródeł danych statystycznych na ten temat).

Wróćmy jednak do Kobiet pisanych wielką literą czyli inaczej Kobiet, które wiedzą czego chcą. Jak już wcześniej dałem się poznać postaram się wskazać Ci kilka inspiracji literaturowych, które być może włączą facetom zmysł ostrożności, a kobietom pozwolą pokazać pełnię swojej intuicji i przetwarzania sygnałów zagrożenia.

Czytaj dalej   1 komentarz

Motywacja do samorozwoju. Siła wstępu do książek.

Motywować innych do pracy nad sobą bez wiedzy o tym, jak to robią inni byłoby dość trudno, więc nie bacząc na to ile to zajmuje mi czasu staram się w miarę na bieżąco czytać pojawiające się na księgarskich półkach książki. Tym razem zwrócę waszą uwagą na trzech różnych, dobrze znanych mainstreamowych mówców motywacyjnych: Roberta Kiyosakiego, Briana Tracy i Kevina Hogana. Trzy różne punkty widzenia, trzy różne ścieżki dojścia do sukcesu i trzy różne style pisania wprowadzeń do swoich książek. Czy może być coś przyjemniejsze, pomijając sam samorozwój, niż porównanie podejścia autorów do tematu? Nie mam teraz zbyt wiele czasu na odniesienie do szerszej treści, ale napisanie parę zdań o wstępach do rozważań pozwala na wyciągnięcie paru wniosków odnośnie sztuczek zastosowanych przez autorów i tym samym lepszego wczucia się w ich tok rozumowania. Moje spostrzeżenia oprę na trzech dłuższych cytatach. Zacznę od ostatniej książki Roberta Kiyosakiego: „Biznes XXI wieku” (Instytut Praktycznej Edukacji, 2012, ISBN: 978-83-61008-16-3). Pisze on: „Prowadzenia biznesu nauczyło mnie dwóch ludzi: mój ojciec, który był świetnie wykształconym wysokim urzędnikiem państwowym, i ojciec mojego najlepszego kolegi, który skończył edukację na ósmej klasie, ale dzięki własnej  pracy został milionerem. Mój ojciec przez całe życie borykać się z problemami finansowymi i gdy zmarł, pozostawił niewiele, choć całe życie ciężko pracował; ojciec mojego kolegi został jednym z najbogatszych ludzi na Hawajach.

Robert Kiyosaki - Biznes XXI wieku

Robert Kiyosaki – Biznes XXI wieku

Pierwszego z tych dwóch mężczyzn nazywam „biednym ojcem”, drugiego – „bogatym ojcem”. Kochałem i podziwiałem mojego ojca, ale przysiągłem sobie, że będę pomagał wszystkim, którzy będą chcieli słuchać, w tym, aby nie doznali takich upokorzeń i upadków. jakie stały się jego udziałem.

Po opuszczeniu rodzinnego domu wiele przeżyłem. Służyłem w piechocie morskiej, pilotując helikopter w Wietnamie. Później pracowałem w firmie Xerox, gdzie na początku byłem absolutnie najgorszym sprzedawcą, ale po 4 latach opuszczałem firmę jako najlepszy.

Po odejściu z firmy Xerox otworzyłem kilka międzynarodowych biznesów wartych miliony dolarów. a w wieku 47 lat stałem się rentierem i mogłem zająć się swoją pasją – uczeniem innych tego, jak tworzyć bogactwo i żyć, spełniając własne marzenia, zamiast się poddać i zgodzić się na przeciętność.”

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Coaching, a po co to komu?

Nie musisz szukać głęboko w naszym blogu, by znaleźć dosyć entuzjastyczne teksty moich Koleżanek poświęcone coachingowi. Na pierwszy rzut oka, to narzędzie doskonałe niczym piłka: nie dość że możesz ją kopać, bramki strzelać i dziecko po plaży gonić, to nawet zgodnie ze starym dowcipem o angliku możesz również użyć do cięcia metalu. Skoro tak pięknie, to dlaczego ta metoda tak dalece nie chce się mnie trzymać? Tego to już nie wiem, ale chętnie głośno pomyślę o coachingu z mojej perspektywy.

Kevin Hogan - 168-godzinny tydzień. Żyj w pełni 24/7

Kevin Hogan – 168-godzinny tydzień. Żyj w pełni 24/7

Zanim jednak skupię się na moich wątpliwościach wobec metody zacytuję krótki fragment z książki dra Kevina Hogana zatytułowanej 168-godzinny tydzień. Żyj w pełni 24/7 (One Press, 2010, ISBN 978-83-246-2648-9). Na stronie 32 pisze on: „Wyobraź sobie teraz, że prowadzisz sesję coachingową dla takiego właśnie chomika. Najważniejsze pytanie brzmi: „Jak wyciągniesz chomika z jego koła i skłonisz go do brania bogatej i satysfakcjonującej ścieżki życiowej?”. Chodzi  o coś, co będzie sprawiać mu przyjemność, pozwoli zaspokoić wszystkie potrzeby życiowe i jednocześnie spełnić jego marzenia … a najlepiej, gdyby codzienne życie przypominało najpiękniejszy sen. Czyż nie byłoby wspaniale? Możesz o tym zapomnieć. Żadne Twoje słowa nie skłonią chomika do opuszczenia koła.” Od siebie dodam, że z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, iż tym chomikiem jesteś zarówno Ty jak i ja!

Czytaj dalej   3 Komentarzy

Sprzeczne komunikaty w sprawie ceny złota.

Do napisania tego krótkiego tekstu skłoniła mnie lektura dwóch artykułów, na które natknąłem się dziś w internecie oraz przemyślenia Daniela

Daniel Kahneman Pułapki Myślenia

Daniel Kahneman Pułapki Myślenia

Kahneman’a na temat trafności prognoz różnego rodzaju doradców i komentatorów wydarzeń ze świata polityki i finansów.

Pierwszy tekst – wpis w blogu Macieja Samcika (http://samcik.blox.pl/2013/01/Po-raz-pierwszy-od-osmiu-lat-nie-zarobilismy-na.html#BoxBizTxt )  – zawiera m.in. takie sformułowanie: „Rok 2012 był pierwszym od ośmiu lat, w którym złoto – jeśli weźmiemy cenę przeliczoną na złotówki – straciło na wartości. Niedużo, bo niedużo, raptem jakieś 5%, ale dla sprzedawców złota, którzy mają interes w kreśleniu świetlanych wizji, sytuacja jest niewesoła.”

Drugi z tekstów – tym razem to fragment znaleziony w dobrze znanym serwisie Puls Biznesu (http://www.pb.pl/2939297,87595,zloto-nadal-drozeje-wykres-dnia ) – zawiera dla odmiany takie stwierdzenie: „W ubiegłym roku  złoto zdrożało o 7,1 proc. Bullion zdrożał już 12 rok z rzędu. Tak długiej serii nie notowano od co najmniej 90 lat.”

Czytaj dalej   3 Komentarzy

Czym jest coaching? – po mojej stronie lustra :)

freedigitalphotos.net

Na wstępie tego tekstu chciałabym wyjaśnić, że my, autorzy niniejszego bloga, nie mamy w zwyczaju ustalać ze sobą, kto co kiedy i jak napisze. Dlatego postanowiłam odnieść się do dzisiejszego wpisu Doroty „Czym tak naprawdę jest coaching?”.

Skąd pomysł na komentarz do jej wpisu? Również jestem coachem. W codziennej pracy, nie tylko z klientami coachingowymi, spotykam się z pytaniami przywołanymi w poście Doroty.

Moje spojrzenie na coaching nie jest ani lepsze, ani gorsze niż przedstawione w tekście Doroty. Jest po prostu odrobinę inne. W odróżnieniu do niej, pracuję głównie w obszarze life coachingu i coachingu kariery, a coaching biznesowy stanowi mniejszą część mojej aktywności. Rodzaje prowadzonego coachingu mogą wpływać na postrzeganie nie tylko definicji samego coachingu. Jestem głęboko przekonana, że wartości wewnętrzne różnią coachów między sobą i są podstawą do wyboru przez coacha obszaru pracy coachingowej, w której czuje się najlepiej.  I w tej różnorodności zaczyna się moc i magia coachingu, bo dzięki niej, każdy klient może znaleźć w coachingu coś dla siebie. Mało tego, każdy klient może poszukiwać coacha dotąd, aż któryś przekona go swoimi założeniami pracy, wartościami czy postawą, do momentu, w którym coachee poczuje „chemię” z coachem. Właśnie ta różnorodność pozwala mi sformułować nieco inne odpowiedzi, na pytania przywołane w tekście „Czym tak naprawdę jest coaching?”

Czytaj dalej   1 komentarz

Czym tak naprawdę jest coaching?

Dorota Wiśniewska - trener HR, coach

Dorota Wiśniewska – trener HR, coach

Jeśli dasz komuś rybę, to nakarmisz go na jeden dzień,
a jeśli nauczysz łowić ryby (dasz wędkę), to nakarmisz go na całe życie.

Mądrość ludowa

Coaching

W ostatnim czasie dużo mówi się o coachingu, o tym czym jest i czemu służy.

Wiele osób zastanawia się też nad tym, na ile jest on skuteczną metodą pracy i do czego może być wykorzystywany. Zacytowana, jako motto, mądrość ludowa najlepiej oddaje jego istotę. Coaching jest „karmieniem kogoś na całe życie”. Coaching jest dawaniem mu wędki, dzięki której idąc przez życie zawodowe czy też prywatne „łowi” najlepsze dla siebie rozwiązania, korzysta ze swojego potencjału i odkrywa to, czego często przed coachingiem w sobie nie dostrzegał.

Słowo coaching czerpie swoje źródła w węgierskim miasteczku Kòcs, w którym skonstruowano pierwszy wóz. Wkrótce rzeczownik kòcs stał się czasownikiem, a woźnice, którzy zajmowali się przewożeniem ludzi, zaczęli określać swoje zajęcie jako coaching. Później, słowem coaching zaczęto określać pracę nauczycieli przygotowujących dzieci do egzaminów. Do dziś słowo coach ma w języku angielskim wiele znaczeń: oznacza powóz i autobus dalekobieżny, ale także trenera i korepetytora. W języku polskim nie ma jego odpowiedników. Dlatego, w dalszej części artykułu, będziemy się posługiwać następującymi sformułowaniami:

  • coaching – rozumiany jako proces rozwoju i doskonalenia,
  • coach – jako osoba prowadząca spotkania coachingowe,
  • spotkania/sesje coachingowe – rozmowy pomiędzy coachem a coachantem,
  • coachowany/coachant – osoba, która uczestniczy/poddaje się procesowi coachingu.

Czytaj dalej   1 komentarz

Ile coachingu jest w „Coachingu”?

Kilka miesięcy temu natknęłam się w Internecie na reklamę dwumiesięcznika „Coaching” wydawanego przez polski oddział niemieckiego wydawnictwa Gruner+Jahr. Jako coach nie mogłam zignorować tej reklamy. Postanowiłam zaprenumerować pismo, z nadzieją, że pomoże mi w dalszym rozwijaniu moich coachingowych kompetencji. Miałam nadzieję, że wreszcie pojawiło się na rynku pismo z artykułami ekspertów, w którym będzie można znalezć najlepsze praktyki, opisy narzędzi coachingowych, przykładowe rozwiązania dla trudnych sytuacji z klientami coachingowymi, recenzje książek dotyczących coachingu czy po prostu wiedzę coachingową na najwyższym poziomie.

Już pierwszy numer, który otrzymałam wzbudził moje zdziwienie listą autorów. Okazało się, że większość osób piszących teksty do tego magazynu należy do grona dziennikarskiego i niewiele ma wspólnego z coachingiem. Niewiele jest więc w „Coachingu” artykułów o prawdziwym coachingu. Wywołało to mój niesmak i rozczarowanie. Okazało się, że pismo, co do którego miałam nadzieję, że będzie wysokim merytorycznie pismem o coachingu, jest po prostu pismem o tematyce ogólnorozwojowej.

Czytaj dalej   Brak komentarzy